Relacja Sztefana z pierwszej edycji.

Oryginalny tekst pojawil sie na forum.gry-planszowe.pl

„No dobra, to skoro na oficjalną relalecję trzeba chyba jeszcze poczekać, to skrobnę coś ja.

Jechałem ponad 6 godzin do Wrocławia. W nocy. Średnio sie można wyspać, średnio wygodnie w 7 osób w przedziale. Wracałem ponad 8 godzin (2 godziny stania na trasie z powodu awarii lokomotywy). Do tego w sobotę o 5 rano trochę zimnawo było. Nie chiało się wysiadać z pociągu. Czy miałem jakieś odkrycie planszówkowe? Spodobało mi się Gigantem der Lüfte. Wygląda zdecydowanie gorzej niż Um Krone und Kragen, ale mi się podoba zdecydowanie bardziej. Wydaje się, że mamy więcej wyborów, czy dłużej się dopakowujemy, czy już zbieramy się sobywac punkty zwycięstwa. Bardzo spodobało mi się też Kakerlakensalat. Gra rzeczywiście kretyńska. Kretyńsko głupia. Może dlatego jest taka fajna Pozostałe nowe dla mnie gry zrobiły na mnie mniejsze wrażenie. Nawet jednak ta dwójka jest tylko całkiem fajna. Nie nazwałbym ich odkryciem planszówkowym.

Czy to znaczy, że moja wyprawa do Wrocławia to kompletna porażka? Wręcz przeciwnie! Na szczęście imprezę planszówkową nie tworzą same gry czy okoliczności przyrody, ale ludzie. A tu było super. Miło było zobaczyć już znajome osoby i poznać nowe. Wrocławianie byli naprawdę bardzo gościnni. Co prawda w moim przypadku wyglądało to inaczej niż osoby przypadkowej. Kilka osób już mniej lub bardziej znałem. Jednak niebieskie koszulki zapraszały wszystkich do grania. I to nie w sposób akwizytorski. Jak ktoś chciał w spokoju tylko pooglądać gry, to nikt się nie narzucał, ale jak ktoś wygladał na zagubionego, to obsługa od razu się taką osobą troskliwie zajmowała (często odchodząc od właśnie rozgrywanej gry). Po prostu impreza była profesjonalnie zorganizowana. Wyraźnie była widać inspirację Pionkiem. I dobrze, w końcu gliwicki zlot planszówkomaniaków to już uznana marka. Innymi słowy druga Gratislavia nie będzie musiała poprawiać błędów pierwszej edycji, bo wszystko było o.k.. Solidny fundament jest, co najwyżej można coś tam dodawać.

Nowością nieznaną z Pionka był niecodzienny konkurs. Wygrywała osoba, która przez dwa dni imprezy wygra… najwięcej gier. Na pewno taki konkurs jest podatny na przekręty. Wojtek (WC) żartował sobie, że może wyciągnie swoje gry kościane każda po kilka minut czasu gry i tak w godzinkę można sobie nabić sporo zwycięstw Na szczęście nikt nie myślał w ten sposób. Każdy sobie spokojnie grał, a ten konkurs był niejako przy okazji.

Atrakcją była też na pewno plansza do Carroma oblegana praktycznie non stop. Co prawda wrażenia były różne, ale przecież nie ma gier, które podobają się każdemu. A jednak tych pozytywnych odczuć byo chyba zdecydowanie więcej.

Jeszcze w sobotę rano byli prawie tylko sami organizatorzy. Stopniowo jednak trochę osób się schodziło. Nie wiadomo kiedy dobiła godzina 18. Przenieśliśmy się do lokalu, którego nazwy nie jestem w stanie powtórzyć (Gruzińskie Czapapuri?) Tam można było zjeść dziwne potrawy (Czapapuri z arabsandałem czy jakoś tak no i grać dalej. Tu hitem było Ligretto Fussball. Chyba Egmont dobrze robi wydając tą grę w polskiej wersji Potem już w bardzo mocno okrojonym składzie próba wbicia się do legendarnej Róży, a po stwierdzeniu braku miejsca godzinka w lokalu obok. Tym razem już bez grania, ale w końcu można sobie po prostu pogadać. Nawet w towarzystwie planszówkowych geeków

Niedziela niby tylko dwie godziny krótsza, a czas zleciał po prostu w mig. Nic dziwnego. Jak by było kiepsko to by się co chwila patrzyło na zegarek, a tak nie czuło się upływ czasu. Aż się nie chciało wracać do domu (i bynajmniej nie chodzi o długą podróż powrotną

Wszyscy, którzy nie pojechali na Gratislavie niech żałują! Wiadomo grać można i u siebie. Szczególnie jak w Warszawie możemy grać co piątek 7 godzin i jeszcze cały weekend. Dobrze jednak czasem przerwać rutynę, nawet tak miłą jak cotygodniowe spotkania planszówkowe. Można poznać kawałek innego miasta, spotkać znajomych, poznać nowe osoby. Jest możliwość poznania gier, których nia mają u nas (np. na Gratislavii było I`m the boss), pokazać komuś odkryty hit, czy zagrac w naszą ulubioną grę w innym gronie (które na przykład może mieć całkiem inną strategie co wprowadzi sporo świeżości, czy też może nam wskazać błędy w regułach).

W październiku druga edycja. Ja będę na pewno i zachęcam również wszystkich fanów gier planszowych. W Gliwicach mamy w ciągu roku cztery Pionki. Trzeba sobie w kalendarz wpisać dwie Gratislavie. Na pierwszej edycji było podobno trochę ponad 60 osób (razem z organizatorami). Bardziej niż wystarczająca liczba osób do dobrej zabawy. Warto przyczynić się do zwiększenia frekwencji na Gratislavii II. Fajne miasto, fajne gry, a przede wszystkim świetni ludzie. Do zobaczenia za pół roku

P.S. Zrobiłem to już osobiście, ale musze jeszcze na forum. Specjalne podziękowania dla Maksa i Asii. Co prawda na samej imprezie mało ze soba graliśmy, ale dzięki wam spędziłem sympatycznie czas przed, pomiędzy i po. Bez was mój odbiór Gratislavii byłby conajmniej o połowę gorszy. Serdeczne dzięki za wszystko!

P.S. 2 Jak zwykle chyba trochę chaotycznie mi wyszło, ale w końcu to ma być tylko dodatek do oficjalnej relacji. Browarion w tym momencie uśmiecham się do Ciebie”